Dzietność w Polsce na skraju przepaści – jakie są możliwe rozwiązania?
Współczynnik dzietności w Polsce jest zatrważająco niski. Obecnie nie ma mowy o poziomie zastępowalności pokoleń, co oznacza, że w praktyce nasz kraj „kurczy się”, jeśli chodzi o ludność Polski. Wskaźnik dzietności jest nad Wisłą i Odrą najgorszy w Europie i jednym z kluczowych problemów, jakim powinno się obecnie zajmować Państwo, jest jego poprawienie. Jak to zrobić?
Jaka jest dzietność w Polsce?
Demografowie ostrzegają, że dzietność w Polsce stoi na dramatycznym poziomie. Według Głównego Urzędu Statystycznego współczynnik dzietności w naszym kraju w 2024 roku wynosił zaledwie 1,09. To oznacza, że na 100 kobiet urodziło się 109 dzieci. Według obecnej prognozy demograficznej nie ma co liczyć na ich zwiększenie. Populacja Polski będzie się jeszcze bardziej zmniejszać, bo wg szacunków współczynnik dzietności za 2025 roku może wynosić już tylko 1,03. Za kolejnych kilka lat wskaźnik dzietności może wynieść nawet 0,75, a w optymalnym scenariuszem byłoby to 0,9. Tak niska liczba urodzeń to zatrważający wynik, choć poniekąd zgodny z tym, jakie obecnie panują globalne trendy demograficzne.
Jaki musi być ów współczynnik, aby zaistniałą zastępowalność pokoleń? Eksperci zaznaczają, że 2,1. Po raz ostatni uzyskaliśmy współczynnik dzietności na takim poziomie jeszcze w czasach PRL-u. Na początku lat 90. było blisko zastępowalności pokoleń, bo występowała dzietność utrzymująca się na poziomie ok. 1,99. Co ciekawe, trend spadkowy nastąpił też po części z innego powodu niż po prostu brak prokreacji, a mianowicie z faktu, że już się urodziło znacznie mniej kobiet, które potencjalnie mogą mieć dzieci. A jak wiadomo, kluczem w założeniu dzietności wzrostowej jest jak największa liczba kobiet w wieku rozrodczym.
Rozwiązania problemu niskiej dzietności
Kluczowe w wytyczeniu ścieżki rozwoju sytuacji, mogącej przynieść poprawę dzietności w Polsce, jest to, aby poznać istotę problemu. To wiąże się z jednym pytaniem – dlaczego liczba urodzeń dzieci w Polsce jest tak niska? Liczebność Polski, tj. populacja kraju, leci na łeb na szyję i jak na razie nikt nie potrafił z tym nic zrobić. Przyczyny niskiego współczynnika dzietności na ogół można dzielić na ekonomiczne i kulturowe.
By w Polsce urodziło się więcej dzieci, rodzice muszą mieć stabilizację zatrudnienia. Ludzie wielokrotnie nie chcą mieć dzieci, ponieważ obawiają się, że nie podołają finansowo. Stąd ważne, by na sytuacja na rynku pracy dawała im takie możliwości, by ich dzieci mogły liczyć na godziwe życie. Oczywiście komfortowe położenie ekonomiczne nie zawsze gwarantuje współczynnik dzietności, bo paradoksalnie najwięcej dzieci… jest tam, gdzie jest biednie. Korelacja bywa w tym kontekście wręcz odwrotna, ale to akurat wiąże się z czynnikiem kulturowym, o którym za chwilę. Co do ekonomii, ważne są w kwestii dzietności zasiłki rodzicielskie, gwarantowane przez państwa prowadzące politykę prorodzinną. Słyną z niej głównie kraje skandynawskie. Można tu też wymienić nisko oprocentowane pożyczki.
Wyraźne publiczne wsparcie swoim obywatelom zapewniły swego czasu władze węgierskie. W tym optymistycznym scenariuszu zaprezentowali Europie jeden z najefektowniejszych skoków, jeśli chodzi o dzietność. Pierwotnie Węgrzy mieli dzietność na poziomie 1,35, a potem, cytując portal Money.pl: „Węgry wydają na politykę prorodzinną 5 proc. PKB. Kobiety, które mają czwórkę lub więcej dzieci mogły liczyć na dożywotnie zwolnienie z płacenia podatku dochodowego. Węgierski rząd zaoferował też nisko oprocentowane pożyczki w wysokości do 36 tys. dolarów dla par, które mają co najmniej trójkę dzieci. Nabywcy pierwszego mieszkania, którzy posiadali dzieci, też mogli liczyć na pomoc finansową państwa”. Dzietność Madziarom skoczyła o kilka dziesiątych w górę na przestrzeni paru lat.
Paradoksalnie jednak nie zawsze tam, gdzie obowiązuje publiczne wsparcie na szeroką skalę, dzietność idzie do góry. Tendencja jest bowiem taka, że im kraj bardziej rozwijający się, tym niższy wskaźnik dzietności. Najwyższa dzietność na świecie jest krajach ubogich, np. w Afryce, jak chociażby Czad czy Somalia. W obu krajach liczba urodzeń oscyluje w okolicy średniej 6 na rok! Względy ekonomiczne sugerują więc, że… na dwoje babka wróżyła. Bo w tym wszystkim liczy się też aspekt kulturowy i możliwe ścieżki rozwoju sytuacji nie mogą go pomijać.
W krajach wysoko rozwiniętych bądź rozwijających się obywatele w wieku rozrodczym i wieku produkcyjnym mogą nie być zainteresowani posiadaniem potomstwa. Ekonomia nie będzie tu miała znaczenie, a wręcz przeciwnie – będzie wykorzystywana właśnie temu, by tych dzieci nie mieć. Ludzie coraz częściej decydują się na życie bez obowiązków związanych z rodzicielstwem, decydując się np. na podróże, korzystanie z kultury, mediów, spotkań towarzyskich, na karierę zawodową. Współczesne możliwości dają większe uelastycznienie życia codziennego, w którym nie ma już potrzeby posiadania dzieci jako „gwarancji”. Dodatkowo jeszcze kilka dekad temu np. w Polsce istniał społeczny nacisk na posiadanie dzieci, nie tylko by pomóc odbudować populację. Co więcej, potomstwa musiało być co najmniej kilka! Teraz czasy się zmieniły i liczba osób marzących o rodzicielstwie jest o kilka milionów niższa niż jeszcze dekadę czy dwie temu.
Element kulturowy w kwestii poprawy dzietności przełamać będzie dużo trudniej, co pokazują Polsce nawet zbliżone kulturowo kraje. Ważne w tym aspekcie zdaje się przełamanie stereotypu rodzicielstwa jako czegoś negatywnego, męczącego i ograniczającego, a prezentowanie go w pozytywnych barwach. Istotne jest też ułatwianie rodzicom codziennego życia w społeczeństwie, zwiększenia tego co na obecnym poziomie. Chodzi przykładowo specjalne strefy w lokalach gastronomicznych czy „na mieście”. Częstokroć oznacza to zatrudnianie nowych pracowników czy zatrudnienie takiej liczby pracujących, by pomóc klientom z małymi ludźmi w ich pierwszych miesiącach życia.
Osobnym tematem jest pomoc tym parom, które chcą mieć dzieci, ale nie mogą z różnych względów biologicznych. Tutaj pojawia się kwestia dofinansowania metody in vitro, która jest dostępna nie dla każdego portfela. Jest też jeszcze jeden aspekt, mogący wpłynąć na dzietność. To przyjmowanie ludzi młodych z zagranicy, określonej liczby migrantów rocznie, np. Ukraińców. Ich obecność także może poprawić polską demografię.
Jaki wpływ ma dzietność na kraj?
Niska dzietność prowokuje starzenie się społeczeństwa. To z kolei powoduje, że – mówiąc bardzo potocznie – nie ma komu robić. Zmniejsza się siła robocza, obciążone są systemy zdrowia i emerytalne. Jest dużo osób potrzebujących takich świadczeń oraz opieki, a mało, które mogłyby na to zapracować. To zaś może doprowadzić do kryzysu finansów publicznych, a więc do kryzysu PKB. Wzrost gospodarczy spada i może nastąpić regres. Wszystko to jest powodem osłabienia państwa, a więc i obniżeniem standardów życia społeczeństwa.